Nakręceni na planie Dr Jekylla...

Wywiad ze statystami

Szlaczek

(Oto fragment obszernego wywiadu, udzielonego prasie podczas sesji zdjęciowej "Nakręconych", 15 lipca 1998r.)

Redaktor - Wiem, że film robiony jest nietypowo. Dlaczego?

Kamys - Po prostu z chęci eksperymentu. Najpierw miał być tylko "Dr Jekyll...", ale po jakimś czasie stwierdziliśmy, że trzeba korzystać z okazji, jest kamera, operator, ludzie do pomocy, i jak tu nie nagrać czegoś więcej...

Halama - Żeby było prościej, akcję osadziliśmy na planie filmowym "Dr Jekyll i Mr Hyde". Dwa lata temu Aśka nakręciła krótki filmik o takich chłopcach, którzy nawiewają z domu, od problemów, i wyruszają w Polskę. Marzą sobie o kolorowym życiu, o kobietach, cieszą się wolnością i co ważne - w końcu bezkarnie mogą pić.

Kamys - Trzeba było tylko trochę zmienić fabułę, jednym słowem wpuścić ich na plan filmowy i czekać na rozwój wypadków.

Halama - Chłopcy wyjeżdżają do miasta kupić buty i sprzedać świniaka, w mieście spotykają Elkę, która obiecuje załatwić rolę w filmie. Więc idą, pełni nadziei na przygodę.

Redaktor - Czy chłopcy dostają się do filmu?

Halama - Tak. Elka to załatwia. Dostają role statystów, ale nie idzie im to najlepiej.

Kamys - Albo patrzą w kamerę, albo próbują dodać do roli coś od siebie.

Halama - Generalnie nie są najlepszymi aktorami, ale są wzruszająco dobrzy i naiwni. Na planie wszystkim pomagają, jak trzeba coś przenieść, to chłopcy są pierwsi.

Halama - Tak się wcieliliśmy w role Bogdana i Karola, że na planie traktowano nas jak obcych, którzy się kręcą, trochę przeszkadzają. Wszyscy zresztą mieli obowiązek zwracać się do nas per Karol i Bogdan.

Kamys - Powstało nawet nowe określenie na takich wieśniaków - po prostu "chłopcy".

Redaktor - Jaki jest finał? Czy dostają jakąś większą rolę?

Kamys - W trakcie zdjęć zdarza się coś, co wszystko zmieni. Ale lepiej nie mówmy. Szkoda zdradzać. Zresztą nie wiadomo czy ten wątek nie zostanie wycięty.

Redaktor - Jak powstawał scenariusz?

Halama - Nie było żadnego scenariusza.

Redaktor - Jak to? Nic, zupełnie nic?

Kamys - Był tylko ogólny zarys w głowie Aśki, ale nic więcej. Przychodziliśmy rano na plan i czekaliśmy.

Halama - Pytam Aśki: "Co będziemy teraz kręcić?", a Aśka: "Nie wiem". Więc mówię: "A kiedy będziesz wiedzieć?", Aśka bez zastanowienia odpowiadała: "Za 5 minut". I za 5 minut rzeczywiście wiedziała.

Redaktor - Więc w sposób naturalny jesteście współautorami scenariusza.

Kamys - On nie istniał, ale powstawał na planie, na żywo.

Halama - Skoro improwizowaliśmy, mamy swój udział w scenariuszu.

Redaktor - Nie czuliście się jakoś dziwnie z tego powodu? Żadnego zagrożenia? Ja byłbym co najmniej zaniepokojony.

Halama - Dla nas to chleb powszedni. Aśka tak pracuje, najlepsze rzeczy wymyśla w ostatniej chwili. Co tu ukrywać, potrzebuje zagrożenia, że kamera czeka, operator czeka, aktorzy czekają, plan stoi i wszyscy oczekują od niej dyspozycji.

Redaktor - Ale przecież mogło skończyć się klęską?

Kamys - Było takie ryzyko. Mało tego, teraz też istnieje takie ryzyko. Nie wiadomo przecież czy film będzie dobry. Wiemy jedno - że dobrze się bawiliśmy.

Halama - Aśka na 3 minuty przed włączeniem kamery zadawała nam scenkę do rozegrania. Mówiła np. "siedzicie na ławce, jesteście smutni, widzicie dziewczynę, wołacie ją, jak przyjdzie to zacznijcie rozmowę." Mówię: "Jezu, ale o czym?" Aśka: "O życiu". Czysta improwizacja.

Redaktor - Czym dla was jest granie w filmie?

Halama i Kamys - Wielką przygodą.

Redaktor - Tylko?

Halama i Kamys - Tylko.

Redaktor - A kiedy montaż, dźwięk do filmu?

Halama - We wrześniu Aśka zrobi wstępny montaż. Szczerze jej współczuję, zmontować ten film to rzecz prawie niemożliwa. Nie z technicznego punktu widzenia, ale z powodu samej konstrukcji filmu.

Kamys - Z całego tego materiału trzeba stworzyć nowy film, bo na planie wszystko się zmieniało. Dochodziły nowe pomysły, które popychały akcję do przodu, niektóre wątki szlag trafiał, bo pojawiały się nowe, lepsze, śmieszniejsze.

Redaktor - Wasza ekipa nie jest zbyt duża.

Kamys - Jest nas zaledwie czwórka. Kierownikiem planu jest Lucy (Lucyna Miś), która czuwa nad wszystkim. W miarę możliwości pomaga nam też ekipa techniczna z "Jekylla...".

Redaktor - Powiedzcie mi jeszcze coś o tym trzecim filmie. Co to jest?

Halama - Jest to film, gdzie rolę gospodarza - narratora pełni Leszek Jenek (Potem). Leszek oprowadza widzów po krótkich filmach. Kiedyś nakręciliśmy ok. kilkudziesięciu etiud filmowych, na VHS, zrobiliśmy swój własny festiwal filmowy, jednak szkoda było, że filmy nie idą w świat. Ten trzeci film to taka składanka z takich króciutkich filmików, z mini fabułką.

Kamys - My to nazywamy "filmem jednego grepsu".

Halama - Albo filmem "a'yoyowskim". Bo wszystko kręcimy pod szyldem Wytwórni Filmowej A'YOY.

Redaktor - Siedzi tu z nami Joanna, reżyser "Nakręconych". Powiedz nam, dlaczego nic nie mówisz?

Joanna - Nie wiem.

Redaktor - Dziękuję za rozmowę.

(Po rozmowie, Joanna poszła to sobie przemyśleć w kąciku)